Przejdź do treści

Posypało się chwilę przed przerwą

Przegrywamy na boisku lidera i jednego z faworytów rozgrywek w tym sezonie. ŁKS Łomża otworzył wynik w doliczonym czasie gry pierwszej połowy, a drugiej części dorzucił jeszcze trzy trafienia.

Pojechaliśmy do Łomży przede wszystkim z myślą o szczelnym strzeżeniu własnej bramki i wyprowadzaniu szybkich ataków. Scenariusz na mecz udało się realizować przez 45 minut. Gospodarze otworzyli wynik już w doliczonym czasie gry pierwszej połowy, gdy przedarli się prawą stroną boiska, a z bliska piłkę do bramki wpakował Dawid Dzięgielewski.

My też mieliśmy swoje okazje do zdobycia gola. Uderzenie Daniela Wasilewskiego świetnie obronił Adrian Olszewski, Michał Świderski strzelał nad bramką, a Ivan Lazarets i Kacper Taperek nie zdecydowali się finalizować dobrych okazji do pokonania bramkarza ŁKS.

Po przerwie dominacja gospodarzy nie podlegała dyskusji. Na 2:0 w 63. min z bliska podwyższył Cezary Sauczek. Lider ostatecznie rozstrzygnął spotkanie w ostatnich minutach, zdobywając dwa kolejne gole. Najpierw Sauczek nabił piłką Adriana Karankiewicza i to on został niefortunnym strzelcem gola samobójczego, a chwilę po wznowieniu gry wynik ustalił Hubert Antkowiak.

ŁKS Łomża – Znicz Biała Piska 4:0 (1:0)

1:0 – Dzięgielewski (45), 2:0 – Sauczek (64), 3:0 – Karankiewicz (83 samobójcza), 4:0 – Antkowiak (84)

ZNICZ: Kąkolewski – Świderski, Płoszkiewicz, Porębski, Karankiewicz, Waszczyn (34 Konopka), Baginskij (86 Wójcik), Wasilewski, Lazarets (86 Radzikowski), Taperek, Drażba (73 Kiarszys)